Zdrowe i dobre, a zagrożone

Produkują zdrową i pyszną żywność, której coraz mniej na sklepowych półkach. Być może jednak już wkrótce nie będzie się czym zachwycać. Odwiedziliśmy jedno z takich ekologicznych gospodarstw – „Brzozowy Gaj” w Wieprzu.

Zdaniem Fundacji ICPPC ze Stryszowa, gospodarstwa ekologiczne to nasz narodowy skarb. Decyzje podejmowane dzisiaj – bez odpowiedniej wiedzy – mogą jednak spowodować bezpowrotne zniszczenie takiego wyglądu polskiej wsi w ciągu kilku następnych lat. Nowy projekt ustawy o GMO to dla rolnictwa ekologicznego i tradycyjnego wyrok śmierci. Jeżeli zostanie przyjęty, rolnicy zostaną pozbawieni wyboru produkowania żywności, którą chcą sprzedawać i spożywać, naturalna różnorodność zostanie zniszczona.

W ostatnim tygodniu kilkadziesiąt gospodarstw ekologicznych w całym kraju zaprosiło do siebie posłów i senatorów, od których zależy czy zaleje nas żywnośc, wyprodukowana z modyfikowanych genetycznie roślin. W ten sposób rolnicy chcieli pokazać prawdziwe oblicze polskiej wsi, której zagraża ustawa o GMO. W powiecie wadowickim zainteresowanie akcją było niewielkie. My odwiedziliśmy gospodarstwo ekologiczne „Brzozowy Gaj” w Wieprzu (powiat wadowicki), od wielu lat należące do rodziny Kobielusów

W 1990 roku gospodarstwo zostało przejęte przez Pawła Kobielusa, który zrezygnował z tradycyjnych metod uprawy na rzecz ekologicznych. – Od dawna interesowałem się ekologią. Zdecydowałem się na stosowanie tych metod z przekonania. Uważam, że człowiek coraz bardziej oddziałuje na środowisko, a to niepotrzebne. Prawdziwe rolnictwo zamiera – mówi Paweł Kobielus.

I tak na ponad 6 ha uprawiane są warzywa oraz owoce i zboża w oparciu o nawozy naturalne. Specjałami „Brzozowego Gaju” są przetwory: mąka razowa, soki owocowe, suszone jabłka, kiszona kapusta oraz domowe zaprawy. Ekologiczna żywność wyprodukowana w gospodarstwie trafia na półki sklepów oraz bezpośrednio do ludzi, którym nie jest obojętne co jedzą.

– Przez lata działalności zdobyliśmy stałych klientów. Ktoś kto szuka dobrej jakości wie, że u nas może ją dostać – mówią Kobielusowie. W większości żywią się tym, co sami wyprodukują. Samodzielnie robią mąkę, a nawet pieką chleb. – Staramy się być w miarę możliwości samowystarczalni, mimo że jest to dość pracochłonne – dodają.

Rzeczywiście, w sezonie letnim, gdy inni wyjeżdżają na wczasy, oni pracują od rana do wieczora. Mimo trudu i wysiłku dnia codziennego, do czasu prac nad ustawą o GMO, w domu Kobielusów panowała radość i zadowolenie. W obliczu GMO ich gospodarstwo ekologiczne jest zagrożone.

Mimo że sejmiki wszystkich województw ogłosiły wolę utworzenia na swoim terenie stref wolnych od GMO podpisując odpowiednie rezolucje, polski rząd nie respektuje tych postanowień. – Czujemy się zagrożeni GMO. Jeżeli te przepisy wejdą w życie to gospodarstwa ekologiczne mogą być skażone nasionami modyfikowanymi – uważa Paweł Kobielus.

Rozwój cywilizacji i wszechogarniający postęp spycha powoli lecz systematycznie ekologiczne gospodarstwa na margines. Ustawa, która najprawdopodobniej już niedługo będzie obowiązywać w Polsce, zostawia rolnikom wolny wybór – niestety tylko teoretycznie. Wbrew pozorom, ważą się losy nie tylko takiego gospodarstwa jak „Brzozowy Gaj”, ale wszystkich Polaków… Niedługo takie sam wybór będzie miał każdy z nas.

Co to jest GMO?

GMO to organizmy zmodyfikowane genetycznie w celu uzyskania „lepszych” właściwości niż macierzysty gatunek. „Lepszych” – nie znaczy wcale zdrowszych. Najnowsze badania po raz kolejny potwierdziły, że genetycznie zmodyfikowane uprawy zagrażają nie tylko zdrowiu ludzi i zwierząt oraz bezpieczeństwu żywności i tradycyjnych upraw.

Obecnie zmodyfikowaną genetycznie żywność uprawia się na terenie sześciu krajów Unii Europejskiej. Liderem pod względem upraw biotechnologicznych pozostaje nadal Hiszpania. Do tej pory zakaz uprawy GMO oraz sprzedaży niektórych produktów spożywczych zawierających GMO wprowadziły takie kraje europejskie jak: Austria, Węgry, Włochy, Grecja, Francja i Niemcy. Podobne zakazy i strefy wolne od GMO dotyczą części Wielkiej Brytanii. A w Polsce?

 

Źródło: zdjęcia i artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *