Gdzie się podział kożuch z mleka…

Jak wiele prawdy zawarte jest w słowach jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów – Czesława Niemena … Dziwny jest ten świat … Przyznaje się bez bicia, dawno już podczas spotkań organizowanych w naszym mieście nie towarzyszyły mi uczucia tak ambiwalentne jak podczas pierwszego ze spotkań Andrychowskiej Inicjatywy. W odpowiedzi na zalewające nasz kraj produkty o wątpliwych wartościach spożywczych i związane z ich produkcją rabunkowe podejście do ziemi, która nas żywi – grupa ludzi postanowiła działać. Jak? Poprzez zwiększanie świadomości społecznej dotyczącej właściwego odżywiania oraz popieranie tradycyjnego, naturalnego, ekologicznego rolnictwa oraz produkcji zdrowej żywności.

Patronat nad imprezą objęła Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi oraz Burmistrz Andrychowa Tomasz Żak.

Promocja rolnictwa ekologicznego, obrona polskiej wsi, uświadamianie klientów na temat „zdrowotnej” różnicy produktów spożywczych, stworzenie „rozproszonego supermarketu” łączącego producentów i odbiorców żywności – to tylko niektóre z tematów poruszonych podczas spotkania, które rozpoczął Wojciech Zaborowski – wiceprezes Beskidzkiej Fundacji Rozwoju

W spotkaniu oprócz ok. 30 osób uczestniczących bezpośrednio, zorganizowanym w dawnym Biurowcu WSW – uczestniczyła również grupa ok. 200 internautów obserwujących transmisję online dostępną na facebookowej stronie AI.

Tuż po rozpoczęciu spotkania przez Wojciecha Zaborowskiego sytuację w której obecnie znajdują się producenci zdrowej żywności i odbiorcy ich produktów podsumował Paweł Kobielus, który od 20 lat prowadzi gospodarstwo ekologiczne „Brzozowy Gaj” w Wieprzu.

Jak słusznie zauważył – 20 lat temu targowiska w Andrychowie przeżywały prawdziwy boom. Panie z nabiałem, rzemieślnicy i dostawcy żywności – ich produkty cieszyły się dużym powodzeniem lokalnej społeczności. Na tego typu targach można było poznać dostawcę-producenta, nabrać zaufania do oferowanych produktów. Nic dziwnego, że miejsca te tętniły życiem,

Nastał wiek 21, a z nim czas supermarketów. W chwili obecnej jak twierdzi prelegent – sprzedających na targowisku w Andrychowie jest mniej niż supermarketów w naszym mieście. Zmieniły się nasze nawyki żywieniowe, nie robimy zapasów na zimę, przetworów, coraz mniej czasu i pieniędzy poświęcamy zakupom produktów świeżych, kupując zamiast z nich produkty gotowe, przetworzone, które wystarczy odgrzać.

Namiastka zachodniego raju konsumentów – pełne, wielkopowierzchniowe sklepy, uginające się półki, promocje, okazje … wszystko to sprawiło, że przestaliśmy zastanawiać się nad tym co kupujemy … troszcząc się tylko o to ile musimy za to zapłacić. No właśnie. Bardzo często bywa tak, że towar kupiony w okazyjnej cenie różni się w swoim „składzie” od oryginału, zawierając niewidzialną otoczkę w postaci chemicznych dodatków nie pozostających bez znaczenia na stan naszego zdrowia. To jednak nie wszystko. Sposób produkcji niektórych produktów spożywczych, aby uzyskać produkt o niskiej cenie również pozostawia wiele do życzenia – dewastując środowisko naturalne poprzez wprowadzanie monokultur niszczących bioróżnorodność i oparcie produkcji na sztucznych nawozach oraz środkach ochrony roślin.

Niskie ceny niektórych produktów to efekt produkcji masowej – duże fermy zwierząt, wielkoobszarowe gospodarstwa – wszystko to sprawia, że uprawy i hodowla to obecnie ściśle określony cykl produkcyjny w których produkcja żywności w oparciu o składniki naturalne jest praktycznie niemożliwa.

Azot, fosfor, potas – stanowią podstawę odżywiania roślin, które przecież w naturalnej produkcji zawierają jeszcze mikroelementy tak potrzebne w naszej diecie. Produkcja warzyw, chów zwierząt na masową skalę, karmienie paszą, dodatkami, antybiotykami – wszystko to sprawia, że coraz mniej ludzi ma to szczęście by wiedzieć jak smakuje prawdziwy pomidor, ogórek, jajko, kurczak … jak smakuje prawdziwy chleb. Niska cena praktycznie nie ma szansy iść w parze z jakością towaru … i jego wartościami odżywczymi dla naszego organizmu.

Wyniszczając środowisko poprzez monokulturę, sprawiamy, że koszty tego rodzaju działań poniosą przyszłe pokolenia.

Podczas spotkania poruszono szereg innych problemów – między innymi odżywiania dzieci w szkołach, żywności genetycznie modyfikowanej, zmian prawnych dotyczących sprzedaży preparatów ziołowych, korporacjom, a nawet … niespotykanej prawdopodobnie w innych państwach metodzie zwiększania ciężaru listów przez doklejanie do nich stalowych blach 🙂 … chciałoby się dodać … że to rozwiązanie najwyższej wagi …

Paweł Kobielus odczytał List otwarty skierowany do władz. Rozpoczyna go cytat z filmu – „Zanim przeklną nas dzieci” – Ołów, kadm, azotyn, nitryt, rtęć, pestycydy, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, konserwanty – to nie przepis na mieszankę wybuchową, to tylko niektóre ze składników przeciętnego obiadu, składającego się z zupełnie normalnych produktów: fasolki, kiełbasek, chleba, sera, wody… Nie zdajemy sobie sprawy, w jaki sposób i przy użyciu jakich chemikaliów produkuje się dziś żywność … Każdego roku w Europie na choroby wywołane wpływem środowiska umiera 100 tys. dzieci. Jak twierdzą naukowcy, dzieci, które przychodzą dziś na świat, to pierwsza generacja, która nie będzie tak zdrowa jak rodzice …’

Sporą część spotkania poświęcono problematyce ziół dostępnych lokalnie i ich zbawiennego wpływu na nasze zdrowie – oczywiście pod warunkiem stosowania ich zgodnie z ich właściwościami i przeznaczeniem.

Ten temat zaprezentował Daniel Bukowski – zielarz z 20 letnim stażem, znawca medycyny chińskiej, którą studiował m.in. w Nepalu.

Hmmm. Tak sobie myślę, że z ziołolecznictwem w Polsce a zwłaszcza w polskich szkołach jest całkiem nieźle. Zwłaszcza z popularną pokrzywą. Skąd to wiadomo? Jak donoszą media od kilku lat – większość dzieci w szkołach chodzi pokrzywiona …

Nie zabrakło również aspektów ekonomicznych, które możemy napotkać w dziedzinie rolnictwa ekologicznego. Przedstawił je Aleksander Wadoń – prezes Beskidzkiej Fundacji Rozwoju, przedsiębiorca i właściciel małego gospodarstwa rolnego.

Jako doktorant Zakładu Ekonomii i Polityki Gospodarczej Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, zajmuje się problematyką ekonomiki gospodarstw rolnych. Prelegent przedstawił dokładniej pojęcia popytu, podaży , marketingu w proponowanym przedsięwzięciu. Pojęcia te działają przecież bez względu na rodzaj działalności – prawa ekonomii są jak grawitacja. Nie da się o nich zapomnieć.

Jakie jest rozwiązanie? Jak my, konsumenci możemy się bronić przed zalewającą nas falą żywności wątpliwej jakości odżywczej? Działania zespołowe mogą pomóc w odniesieniu sukcesu. Jak wiemy – każda praca – również praca na roli musi przynosić zysk. Ważne jest aby prawidłowo połączyć rynek producentów i odbiorców.

Czy uda się w Polsce stworzyć grupy, które połączą rolników produkujących zdrową żywność z odbiorcami-klientami. Takie partnerstwo, wspólnota – mogłaby określać zapotrzebowanie na towar terminy, częstotliwości dostaw, szacunkową cenę produktów. Bez pośredników!

Przewaga sklepów wielkopowierzchniowych nad targiem jest oczywista … ale tylko ze względów praktycznych. Ważne jest więc, by stworzyć miejsce wirtualne lub fizyczne w którym lokalni producenci będą prezentować swoje produkty i umożliwiać ich zakup. Bardzo ważna jest też wiedza i promocja zdrowego odżywiania. Jak wiemy – wspólne działania producentów żywności były do tej pory w Polsce mało popularne.

Tego typu rozwiązania mają jednak nie tylko plusy. Uczciwość producentów, aspekty prawne i podatkowe, gwarancja, ubezpieczenie tego rodzaju działań , odpowiedzialność producenta za towar – te pojęcia nie zawsze idą w parze z oferowanym produktem „ekologicznym” Bardzo często można natknąć się na nieuczciwych sprzedawców wykorzystujących ten przymiotnik bez pokrycia. Także w naszej okolicy!

Czy jednak nie powinniśmy spróbować? Możemy tylko zyskać. Podobne działania łączące grupy producentów żywności ekologicznej z ich odbiorcami podejmowane są przecież na zachodzie Europy z całkiem niezłym skutkiem.

Siedząc sobie przy stole, popijając barszcz czerwony przyrządzony samodzielnie z wcześniej przygotowanych składników – patrzę na ekran, i widzę jak pani z reklamy twierdzi, że zupka, którą ona przygotowała z torebki jest taka jak u jej mamy i … podaje go swoim dzieciom … Nie wiem czy śmiać się czy płakać … Kuchnia we wspomnianej wcześniej reklamie – sprawia wrażenie, że jej wyposażenie warte jest z pewnością kilkanaście – kilkadziesiąt tysięcy zł., a zupka z torebki … przysłowiową złotówkę …

Tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie to również tradycja żywienia – proste, sprawdzone, lokalne produkty i przepisy, żywność jak najmniej przetworzona, Naturalne sposoby przechowywania, znane od lat. Chciałoby się puścić wiązankę brzydkich słów zakończoną słowami – Przecież nasz organizm to białko! a nie fabryka utylizująca chemiczną otoczkę dodaną do wątpliwej jakości potraw.

Działania podejmowane przez Andrychowska Inicjatywę to część szerokiej akcji, która prowadzona jest nie tylko w Polsce. Ludzie coraz częściej zdają sobie sprawę z realnego zagrożenia jakie niesie ze sobą brak rolnictwa opartego na naturalnych sposobach produkcji. Obserwując wstrząsające obrazy i informacje o losie rolników w Indiach, odchodzeniu z gospodarstw rolników francuskich itp. itd. można dojść do wniosku, że w Polsce wcale nie jest tak źle. Ale – trzeba działać.

Patrząc na garnki z Emalii Olkusz (notabene sto razy bardziej ludzko wyglądające w kuchni niż ich stalowe odpowiedniki), kosztując pysznego pasztetu selerowego!, pijąc kompot z owoców suszonych na spotkaniu – nasuwa się wiele pytań. Najważniejszym z nich jest – ile tak naprawdę kosztuje nas zakupiony produkt spożywczy? Czy nie ma w nim ukrytych kosztów, które w przyszłości będziemy musieli ponieść płacąc za leczenie związane z niewłaściwą dietą …

Tymczasem – spróbujmy tych naturalnych, które zaprezentowano i przygotowano do degustacji podczas spotkania … uprzedzając 🙂 pytania i uwagi – w tle stoi olej w butelce.

Pyszny kompocik … i … już wiemy co znaczy przysłowie „Wpadł jak śliwka w kompot” 🙂

Artykuł rozpoczęty fragmentem piosenki Czesława Niemena zakończę również jego słowami – pełnymi nadziei :

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy dzięki nim.

I jeszcze jedno. Szczerze polecam obejrzenie filmu „Rozwiązania lokalne na globalny bałagan” Znajdziecie go z pewnością na „YouTube”.

Jarosław Skupień

Źródło:  zdjęcia i artykuł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *